A ojciec Kolbe nie mówi nic

Cela bez okien, światła i pryczy, zimna i ciasna jak grób,
prostą modlitwę ktoś szepcze w ciszy, ona pokarmem na głód.
Zamki zgrzytnęły, drzwi uchylone w nich esesmanów dwóch,
jeden z nich rzuca szyderczym tonem – dzisiaj zdechniecie tu.

A ojciec Kolbe nie mówi nic, patrzy tylko z czułością,
bo wrogi uśmiech znika w mig w zderzeniu z czystą miłością.
A ojciec Kolbe nie mówi nic, milczenie mówi za niego,
Bo ono rozbraja wrogów w mig, w miłość zamienia przemoc.

Cela bez okien, światła i pryczy, zimna i ciasna jak grób,
żadnej modlitwy nikt już nie słyszy, zabrakło Jego słów.
Zamki zgrzytnęły, drzwi uchylone, w nich esesmanów dwóch,
jeden z nich rzuca – to chyba koniec, drugi chwyta za puls.

A ojciec Kolbe spod nieba bram patrzy na nich z czułością,
Bo zawsze swoich wrogów chciał obdarowywać miłością.
A ojciec Kolbe u nieba bram w ramionach Niepokalanej,
bo zawsze pragnienie jedno miał, by miłość rządziła światem.