Sprzeciwiamy się narzucaniu doktryny gender przez UE [Ordo Iuris]

(Zastrzeżenie: poniższy tekst pochodzi z newslettera instytutu Ordo Iuris i jest tu zamieszczony za zgodą autorów)

Szanowny Panie,

wielu osobom wydaje się, że radykalne dokumenty tworzone przez instytucje Unii Europejskiej nie wywierają wpływu na codzienne życie Polaków. Niestety lewicowa agenda coraz bardziej przenika naszą rzeczywistość. Uniwersytet Jagielloński w ankiecie skierowanej do studentów prosił niedawno o wybór jednej z pięciu „płci”. Z kolei na Uniwersytecie Warszawskim już w ubiegłym roku przygotowano rozpisany na trzy lata „plan genderowy”, zgodnie z którym o przyjęciu do pracy i na studia ma decydować tożsamość płciowa kandydata. Podobny dokument powstał już na Politechnice Krakowskiej i ma być przyjęty w najbliższych miesiącach.

To tylko początek szerokiej fali ideologizacji naszego życia w duchu genderowym. Kilka miesięcy temu unijna komisarz Mariya Gabriel zapowiedziała, że uchwalenie planu genderowego będzie od 2022 roku warunkiem otrzymania środków z programu „Horyzont Europa”. Zapowiedź ideologicznego szantażu finansowego znalazła się w opublikowanej przez Komisję Europejską „Strategii genderowej na lata 2020–2025”. Dzisiaj ten radykalny dokument jest już wprowadzany w życie.

Kluczowe znaczenie w jego wdrażaniu mają dwa radykalnie ideologiczne projekty dyrektyw, nad którymi pracuje Komisja Europejska. Pierwszy z nich dotyczy „przemocy motywowanej genderowo”. Podobnie jak Konwencja stambulska, której przyjęcie przez Unię Europejską zablokował sprzeciw państw członkowskich, ma tylnymi drzwiami wprowadzić do prawodawstwa marksistowską ideologię.

Drugi projekt pod pretekstem walki o równość płacową kobiet i mężczyzn ma wprowadzić jawność zarobków w całej UE, co w praktyce oznacza bezprecedensową inwigilację społeczeństwa. Doktryna gender jest też jedną z podstaw umowy o partnerstwie Unii Europejskiej z państwami Afryki, Karaibów i Pacyfiku, której ostateczna treść ma zostać wynegocjowana jeszcze w tym roku. Państwa, które ją ratyfikują, mają przyjąć perspektywę gender we wszystkich aspektach swojej polityki.

W tym samym duchu utrzymany jest projekt rezolucji, nad którym w najbliższym czasie będzie debatował Parlament Europejski. Europosłowie z Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia domagają się w nim wpisania „przemocy motywowanej genderowo” do zawartego w unijnych traktatach katalogu „przestępstw europejskich”. Twierdzą przy tym, że do najbardziej dotkliwych przejawów tego rodzaju przemocy zalicza się „ograniczanie dostępu do aborcji”.

Żadne z tych działań nie uzyskało do tej pory medialnego rozgłosu. Autorzy radykalnych dokumentów wiedzą bowiem, że działając poza światłem reflektorów zmniejszają ryzyko, że powstanie wobec ich propozycji zorganizowany sprzeciw.

Dlatego musimy zrobić wszystko, żeby zatrzymać ideologiczną ofensywę. Rok temu jako jedyni w Europie opublikowaliśmy merytoryczną analizę pokazującą, że założenia genderowej strategii są sprzeczne z prawem traktatowym UE.

Kiedy pojawiły się założenia ideologicznych dyrektyw, międzynarodowy sprzeciw wobec nich zorganizowaliśmy już na etapie wstępnych konsultacji. Nie tylko sami wzięliśmy w nich udział, ale zmobilizowaliśmy do tego kilkadziesiąt innych organizacji z całej Europy. W efekcie krytyka była głośno słyszalna, a unijnym decydentom trudno twierdzić, że europejskie społeczeństwa popierają radykalną ideologię.

Jeszcze w sierpniu formalnie ogłosimy powstanie międzynarodowej koalicji stojącej po stronie prawdziwych praw człowieka, nad której stworzeniem pracowaliśmy od wielu miesięcy. Tylko skoordynowane naciski na władze poszczególnych państw i wspólne działania na poziomie międzynarodowym mogą skutecznie pomóc w powstrzymaniu zapędów ideologów.

Do końca września opublikujemy krytyczne analizy wykazujące bezprawność obu radykalnych dyrektyw, a jesienią ujrzy światło dzienne obszerny raport punktujący wady całej strategii genderowej. W listopadzie zorganizujemy wokół niego międzynarodową konferencję, w której udział wezmą parlamentarzyści, eksperci i liderzy organizacji społecznych z całej Europy. Nasze analizy przekażemy europosłom oraz rządom państw członkowskich UE.

Podważamy też same podstawy doktryny gender i pseudonaukowe tezy, jakie leżą u jej podstaw. Z tego powodu opublikowaliśmy przed kilkoma tygodniami pierwszy w Polsce raport o micie „luki płacowej” pomiędzy kobietami i mężczyznami. To on posłużył jako pretekst do przyjęcia nowej dyrektywy o inwigilacji płacowej. Wykazaliśmy w nim, że „luka” jest wyliczana wadliwie, a w rzeczywistości kobiety i mężczyźni mają po prostu różne preferencje zawodowe. Autorzy wyliczeń za „porównywalne” uważają zarobki lekarzy i pielęgniarek. Z przeprowadzonych badań wynika, że realna dyskryminacja dotyczy przede wszystkim matek z małymi dziećmi i to głównie do nich powinno być adresowane wsparcie.

Na działania radykałów reagujemy też na poziomie krajowym. W odpowiedzi na przygotowanie przez uczelnie planów genderowych nasi eksperci nie tylko sporządzili na ich temat krytyczne opinie prawne, ale wykazali, że uniwersytety nie mają w ogóle obowiązku, żeby je przyjmować. Władze Politechniki Krakowskiej po naszej interwencji odcięły się od kontrowersyjnego projektu strategii równościowej i zapowiedziały gruntowną zmianę jej założeń.

Wyszliśmy też z pozytywną propozycją – opracowaliśmy projekt wolnego od ideologii planu równości płci, który będą mogły wykorzystywać urzędy i uczelnie. Odrzucamy w nim fałszywą wizję „wojny płci”, a zarazem zwracamy uwagę na realne problemy dotykające młodych kobiet w środowisku akademickim. Chcemy skończyć z niemal zupełnym ignorowaniem potrzeb doktorantek i studentek wynikających z macierzyństwa.

Wszystkie te działania będą możliwe tylko dzięki wsparciu ludzi dobrej woli takich jak Pan.

 

Konwencja stambulska wprowadzana tylnymi drzwiami

Gdy wiosną ubiegłego roku Komisja Europejska opublikowała „Strategię równości genderowej na lata 2020-2025”, jako jedyni w Europie poddaliśmy ją systematycznej krytyce. Zwracaliśmy uwagę, że zapowiedziane w niej działania dalece wykraczają poza kompetencje UE. Dzisiaj widzimy, że postanowienia strategii są konsekwentnie wprowadzane w życie.

Flagowym projektem Komisji jest wprowadzenie do unijnego prawa dyrektywy o „przemocy motywowanej genderowo”. Ponieważ duża część państw członkowskich sprzeciwiła się przyjęciu przez Unię Europejską Konwencji stambulskiej, Komisja – tak jak zapowiadała w strategii – przystąpiła do planu B, którym jest przyjęcie przez unię dyrektywy zawierającej podobną treść.

Przedstawiony projekt nie pozostawia wątpliwości – unijnym decydentom nie chodzi o walkę z przemocą. Ich głównym celem jest wprowadzenie za wszelką cenę do wiążącego prawa UE ideologicznej perspektywy gender. Oznacza to nie tylko destabilizację pojęć płci i rodziny, ale też odgórne przymuszanie kobiet i mężczyzn, by wyzbyli się wszystkiego, co ich odróżnia.

Na przyspieszenie prac nad tym wadliwym dokumentem naciskają posłowie do PE. Podczas obrad Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia grupa deputowanych przegłosowała projekt rezolucji wzywającej Komisję Europejską, by włączyła „przemoc motywowaną genderowo” do katalogu „europrzestępstw”, które wymagają ścigania w całej Unii Europejskiej. Pod tym terminem rozumieją między innymi ograniczanie kobietom dostępu do aborcji.

Temu samemu celowi ma służyć próba zmuszenia przez Unię Europejską państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku do przyjęcia w swojej polityce doktryny gender. W projekcie negocjowanej umowy o wsparciu ekonomicznym, termin „gender” pojawia się aż 61 razy, chociaż nigdzie nie został jasno zdefiniowany. Co więcej, państwa podpisujące umowę będą na jej mocy zobowiązane do promowania perspektywy gender we wszystkich aspektach prowadzonej polityki. W przeciwnym wypadku zostaną pozbawione ogromnych funduszy rozwojowych. W praktyce oznacza to, że radykalna ideologia zdobędzie poparcie większości państw tworzących Zgromadzenie Ogólne ONZ i może przełożyć się na dokumenty, które obowiązują na całym świecie.

Aktywnie przeciwstawiamy się wszystkim tym dokumentom. Nie tylko wzięliśmy udział w konsultacjach założeń dyrektywy, ale zmobilizowaliśmy do sprzeciwu organizacje z innych państw Europy. Jej szersza analiza trafi do europosłów i rządów państw członkowskich UE do końca września. Systematycznej krytyce poddamy projekt genderowej rezolucji PE i umowy, która narzuca neomarksizm biedniejszym krajom. Zrobimy wszystko, by z pomocą organizacji tworzących naszą sieć nagłośnić te problemy w innych krajach UE.

 

Projekt o inwigilacji płacowej oparty na manipulacji danymi

Drugim kluczowym elementem „strategii genderowej” jest projekt dyrektywy o inwigilacji płacowej, który pod pretekstem walki o „równość płac” przewiduje ujawnienie zarobków wszystkich pracowników w Unii Europejskiej. Jego autorzy przekonują, że różnice w płacach oraz nierówny udział kobiet i mężczyzn w poszczególnych sektorach gospodarki wynikać ma z anachronicznych norm społecznych i stereotypów uniemożliwiających pełną samorealizację.

To fałszywe założenie obaliliśmy w naszym raporcie o „luce płacowej”, który w październiku zostanie opublikowany także w języku angielskim. Różnice w uśrednionych zarobkach kobiet i mężczyzn wynikają zasadniczo z różnych preferencji co do wykonywanych zawodów. Kobiety najchętniej wybierają zajęcia związane z opieką, edukacją i relacjami międzyludzkimi, do których zaliczają się zawody lekarza, pielęgniarki, przedszkolanki, nauczycielki czy pracowniczki opieki społecznej. Tylko nieliczne spośród nich gwarantują ponadprzeciętnie wysokie wynagrodzenie.

Kierunki kształcenia, które w dalszej perspektywie gwarantują zarobki znacznie przekraczające średnią – a są to najczęściej zawody techniczne, informatyczne i inżynieryjne – o wiele częściej wybierają mężczyźni. Według analiz rynku pracy tylko co dziesiąta osoba zainteresowana programowaniem, energetyką i budownictwem to kobieta. Jednak dla unijnych urzędników podążanie za własnymi zainteresowaniami i aspiracjami zdaje się być nie do przyjęcia, a jedynym modelem kariery zawodowej stawianym za wzór jest model męski.

Nie można pominąć również faktu, że to mężczyźni częściej decydują się na karierę w zawodach niebezpiecznych, w których wysokie zarobki są premią za podejmowane ryzyko. Najwyższym wskaźnikiem wypadków śmiertelnych w miejscu pracy odznaczają się bowiem zawody, w których udział mężczyzn w zatrudnieniu przekracza 90%. Mowa tu między innymi o pracownikach zatrudnionych w rybołówstwie, dekarzach, pracownikach hutnictwa żelaza i stali, kierowcach ciężarówek czy pracownikach elektroenergetyki. Jak wynika ze spisu śmiertelnych wypadków przy pracy w Stanach Zjednoczonych 92,5% ofiar śmiertelnych w miejscu pracy stanowili w 2017 roku mężczyźni.

Aby zbadać zjawisko różnic płacowych nie wystarczy więc dokonać porównania zarobków kobiet i mężczyzn. Konieczne byłoby raczej zestawienie ze sobą kobiety i mężczyzny, którzy nie tylko pracują w tym samym sektorze gospodarki i na takich samych stanowiskach, posiadają dokładnie taki sam zakres obowiązków, wymiar czasu i staż pracy, a nawet są zatrudnieni w tej samej firmie. Jednak nawet wówczas takie porównanie nie byłoby miarodajne – pracownicy mają przecież także różne tempo pracy, efektywność, odporność na stres, unikalne doświadczenie, wiedzę i umiejętności.

Także w przypadku dyrektywy o inwigilacji płacowej zmobilizowaliśmy szereg organizacji z innych krajów, by otwarcie wyraziły swój sprzeciw w procedurze konsultacyjnej. Teraz pracujemy nad szerszą krytyczną analizą jej założeń, która trafi do polityków, urzędników i opinii publicznej.

 

Systemowa dyskryminacja matek

W „strategii genderowej” silnie stygmatyzuje się matki, które przedstawiane są jako osoby „bierne” lub „częściowo bierne”, a za jedyne wartościowe zajęcie uznaje się w niej pracę zarobkową. Komisja za bezwzględny priorytet uznała doprowadzenie do tego, by odsetek zatrudnionych kobiet był równy odsetkowi zatrudnionych mężczyzn. W jednostronnej narracji unijnych urzędników nie ma jednak miejsca na prostą refleksję, że różnice w poziomie i strukturze zatrudnienia kobiet oraz mężczyzn co do zasady nie wynikają z dyskryminacji, ale zwyczajnie z innych zainteresowań i odmiennych priorytetów życiowych.

Tymczasem w badaniach CBOS ponad połowa ankietowanych kobiet (52%) zadeklarowała chęć czasowego zawieszenia swojej pracy zawodowej na rzecz zajęcia się domem i wychowywaniem dzieci, jeśli pozwalałaby im na to sytuacja finansowa, a 31% nie miało wątpliwości w tym względzie. Podobną gotowość zadeklarowało 37% mężczyzn, przy czym zaledwie 17% w sposób zdecydowany.

W praktyce unijni decydenci chcą narzucić więc kobietom męską perspektywę w kształtowaniu ich ścieżki kariery uznanej arbitralnie za jedyną wartościową.

 

Reagujemy na ideologizację polskich uczelni

Naciski unijnych urzędników przekładają się już także bezpośrednio na funkcjonowanie publicznych uczelni. W ostatnich miesiącach głośno było o stworzonym na Uniwersytecie Jagiellońskim formularzu dla studentów, w którym wypełniający mógł określić się jako kobieta, mężczyzna, „transkobieta”, „transmężczyzna” lub „osoba niebinarna”. To nie pierwszy przykład skrajnej ideologizacji najstarszej polskiej uczelni, która już w ubiegłym roku „przyozdobiła” swoje logo sześciobarwnym symbolem ruchu politycznego LGBT na znak solidarności z radykalnym aktywistą Michałem Sz. „Margot” odpowiedzialnym za fizyczne ataki na obrońców życia oraz akty wandalizmu i profanacji.

Do ideologicznego zaangażowania władze uczelni są nakłaniane właśnie przez unijnych urzędników. Już we wspomnianej „strategii genderowej” stwierdzono, że „w dziedzinie badań naukowych i innowacji Komisja wprowadzi nowe środki mające na celu zwiększenie równości płci w ramach programu «Horyzont Europa», tak jak np. możliwość zobowiązania wnioskodawców do opracowania planów dotyczących równości płci”. Realizację finansowego szantażu potwierdziła w tym roku Komisarz do spraw innowacji, badań naukowych, kultury, edukacji i młodzieży, która zapowiedziała, że nowym kryterium dostępu do finansowania w ramach programu „Horyzont Europa” będzie od 2022 r. konieczność posiadania planów równościowych, których celem jest wdrażanie doktryny gender.

Nie jest zaskoczeniem, że plany genderowe są przyjmowane przez władze kolejnych uniwersytetów. Już w ubiegłym roku taki dokument został przyjęty przez Uniwersytet Warszawski. Nasi eksperci przekazali wówczas rektorowi UW analizę wskazującą, że po wprowadzeniu zaproponowanych w nim rozwiązań kryterium rozstrzygającym o zatrudnianiu nauczycieli akademickich i rekrutacji na studia doktoranckie będzie tożsamość płciowa. Jest to sprzeczna z Konstytucją i Kodeksem pracy dyskryminacja tak kobiet, jak i mężczyzn.

Podobny plan przyjąć mają również władze Politechniki Krakowskiej. Nasza krytyczna analiza tego dokumentu została przekazana władzom uczelni, które w efekcie odcięły się od projektu. Jednocześnie prorektor Politechniki Krakowskiej zapowiedział, że przyjęcie właściwie skonstruowanego planu nastąpi przed końcem tego roku. Liczymy na to, że sformułowane w naszej analizie zastrzeżenia i rekomendacje posłużą do przygotowania Planu zgodnego z polską Konstytucją i odpowiadającego na realne potrzeby kobiet i mężczyzn na polskich uczelniach.

Naciski unijnych urzędników mogą prowadzić do tego, że podobne dokumenty w obawie przed utratą funduszy unijnych będą wkrótce przyjmowane przez kolejne uczelnie i inne instytucje publiczne. Aby rozwiać powstające wątpliwości, prawnicy Instytutu Ordo Iuris przygotowali analizę, w której wykazano, że naciski unijnych urzędników są w świetle obowiązujących przepisów bezprawne. Przypominamy w niej, że charakter wiążący mają jedynie unijne rozporządzenia i dyrektywy, a wszelkie zalecenia, strategie czy konkluzje szczytów nie są źródłem prawa Unii Europejskiej. Zresztą nawet w akcie mającym wiążący charakter nie można skutecznie nakazać opracowywania dokumentów o treści sprzecznej z polską Konstytucją.

 

Realne wsparcie zamiast ideologii

Choć ideologiczne naciski na polskie uczelnie nie mają na razie podstaw prawnych, to niewykluczone, że już wkrótce powstanie projekt dyrektywy lub rozporządzenia, które skutecznie wymusi przyjmowanie planów równościowych na polskich uczelniach i innych instytucjach publicznych. Prawnicy Instytutu Ordo Iuris opracowali propozycję takiego dokumentu, która jest wolna od ideologii i odpowiada na realne potrzeby kobiet i mężczyzn studiujących lub pracujących w szkołach wyższych.

Głównym założeniem przygotowanej przez naszych ekspertów propozycji jest realne wyrównanie szans kobiet i mężczyzn w podejmowaniu aktywności akademickiej – w szczególności poprzez udogodnienia dla rodziców.

Nasza propozycja zakłada między innymi wprowadzenie bonów opiekuńczo-wychowawczych dla pracowników uczelni, promowanie elastycznych form zatrudnienia oraz przyspieszenie cyfryzacji zasobów bibliotecznych pozwalająca matkom i kobietom w ciąży na kontynuowanie rozpoczętych badań naukowych. Postulujemy także stworzenie w każdym budynku uczelnianym specjalnie wydzielonego i wyposażonego pokoju dla rodzica z dzieckiem. Jego organizacją mogą zajmować się studenci pedagogiki lub innych kierunków związanych z opieką nad najmłodszymi dziećmi.

 

Wspólnie zatrzymamy narzucanie doktryny gender

Realizacja genderowej strategii Komisji Europejskiej weszła w etap, na którym realnie przekłada się na nasze życie. Jeśli chcemy zatrzymać proces jej wdrażania, musimy rzetelnie, systematycznie i głośno wyrazić swój sprzeciw. Nie jesteśmy w stanie tego zrobić bez pomocy naszych Darczyńców i Przyjaciół.

Jeszcze w sierpniu ogłosimy powstanie międzynarodowej sieci organizacji stojących po stronie życia i rodziny, nad której stworzeniem pracujemy od wielu miesięcy. Pozwoli ona na skuteczną koordynację sprzeciwu wobec unijnej strategii genderowej i innych ideologicznych inicjatyw, które są wdrażane na poziomie międzynarodowym. Będzie on skuteczny tylko pod warunkiem, że w każdym europejskim kraju znajdzie się organizacja zdolna do tego, żeby skutecznie wywierać nacisk na władze swojego państwa. Organizacja i promocja sieci oraz proces jej rejestracji przy Radzie Europy oznaczają dla nas koszt 12 000 zł.

Na każdy z dokumentów wydawanych w związku z realizacją strategii genderowej będziemy reagować w sposób systematyczny. Dzięki międzynarodowej sieci zmobilizujemy organizacje z innych krajów do wyrażenia sprzeciwu w ramach procedur konsultacji i w mediach. Potem roześlemy krytyczne analizy prawne projektowanych dokumentów do europosłów i władz państw członkowskich UE. Zrobimy też wszystko, by debata wokół dyrektyw i rozporządzeń była widoczna w mediach całej Europy. Sama tylko dwujęzyczna analiza prawna projektu unijnej dyrektywy genderowej to koszt 4 500 zł.

Kluczowym elementem naszego sprzeciwu będzie publikacja obszernego raportu punktującego błędy całej unijnej strategii genderowej i wykazującego jej niezgodność z prawem. Potrzebujemy jeszcze 6 000 zł na dokończenie prac nad tym dwujęzycznym dokumentem oraz na jego skład graficzny.

Nasz raport zaprezentujemy na międzynarodowej konferencji, która odbędzie się w listopadzie. Zaprosimy na nią europosłów, naukowców i liderów społecznych. Chcemy, żeby wiedza o jej głęboko wadliwym charakterze była jak najszerzej obecna w opinii publicznej. Wydarzenie i jego promocja będą nas kosztować łącznie 14 000 zł.

Dokument wyślemy do eurodeputowanych i do przedstawicieli rządów poszczególnych państw.

Organizacja międzynarodowego protestu wobec „Raportu Maticia” pokazała, że jesteśmy w stanie zmobilizować do sprzeciwu nie tylko Polaków, ale też mieszkańców innych państw Europy. Sprzeciw opinii publicznej przekłada się z kolei realnie na decyzje podejmowane przez europosłów.

Dlatego proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, która pozwoli nam na zatrzymanie wdrażania genderowej strategii w naszym kraju.